Między lądem a morzem
Joseph Conrad
Między lądem a morzem
Jedyny łącznik wiążący te trzy opowiadania jest, że się tak wyrażę, natury geograficznej; rozgrywają się one bowiem — czy to na lądzie, czy na morzu — w tej samej okolicy świata, którą można by nazwać okolicą Oceanu Indyjskiego z wszelkimi jego odnogami i przedłużeniami na północ od równika aż do Zatoki Syjamskiej. Jeżeli chodzi o czas, to należą do okresu następującego bezpośrednio po wydaniu powieści o niezręcznym tytule: W oczach Zachodu, a jeśli chodzi o samego autora, pojawienie się ich łączy się z zasadniczym przełomem w losach jego twórczości. Gdyż faktem jest niezaprzeczonym, że W oczach Zachodu niełaskawie zostało przyjęte przez publiczność, podczas gdy powieść pod tytułem Los, która ukazała się zaraz po tomie opowiadań Między lądem a morzem, znalazła od razu znacznie liczniejszych czytelników niż jakakolwiek inna z moich książek.
Niniejszy tom, złożony z trzech opowiadań, został również dobrze przyjęty — i prywatnie, i publicznie, i z punktu widzenia wydawcy. To drobne powodzenie zjawiło się w samą porę, aby pokrzepić moją osłabłą ziemską powłokę. Książkę tę bowiem można zaiste nazwać utworem rekonwalescenta — przynajmniej w trzech czwartych jej częściach — ponieważ Ukryty sojusznik, opowiadanie środkowe było napisane znacznie wcześniej niż dwa pozostałe.
Moje wspomnienia dotyczące książki W oczach Zachodu łączą się ze wspomnieniem ciężkiej choroby, która zdawała się czyhać jak tygrys ukryty w dżungli na zakręcie ścieżki, aby rzucić się na mnie w chwili, gdy ostatnie słowa tej opowieści zostaną napisane. Wspomnienie choroby bardzo jest podobne do wspomnienia nocnej zmory. Gdy wstałem z niej w stanie wielkiego wyczerpania, błysnęło mi natchnienie, aby skierować chwiejne kroki ku Oceanowi Indyjskiemu; nikt nie zaprzeczy, że była to zasadnicza zmiana otoczenia jak też atmosfery panującej nad Jeziorem Genewskim. Uśmiech szczęścia, ta najczystszej wody opowieść o Oceanie Indyjskim — zaczęta tak osłabioną i drżącą ręką, że pierwsze dwadzieścia czy więcej stron musiałem rzucić do kosza — stała się wreszcie taka, jaka przedstawia się obecnie oczom czytelnika. Co do mnie, chcę tylko zaznaczyć, że z powodu tej noweli klepali mnie najniespodziewaniej po plecach różni nie znani mi dotąd ludzie, z których najważniejszym był oczywiście wydawca popularnego przeglądu ilustrowanego, gdzie nowela ukazywała się w odcinkach. Któż wobec tego ośmieli się powiedzieć, że to nie zmiana klimatu sprowadziła taki sukces?
Pochodzenie środkowej noweli, Ukryty sojusznik, jest zupełnie odmienne. Została napisana znacznie wcześniej i ukazała się pierwszy raz w „Harper’s Magazine”, w pierwszej połowie 1911 roku, o ile sobie przypominam. A może i w drugiej połowie.
